Kolejny dzień. Kolejna nieprzespana noc. Myślałam tylko o nim. Wiem, że na pewno by mnie nie zechciał. Ale to fakt. Mam duszę romantyczki. I... nie zamierzam się zmieniać. Wiem, wiem...to może trochę szalone, ale jestem optymistką. Zawsze byłam. DZIŚ jest ten dzień. To właśnie na dzisiaj cztery lata temu, nieśmiała 11-letnia Suzy ustanowiła datę, w której zagada do Patricka Steele. Całą noc nie mogłam przez to zasnąć. Wstałam przed 5, żeby zrobić wyjątkowo mocny makijaż do szkoły, który według magazynu Style Teen jest BAARDZO pociągający przez chłopaków.
Zeszłam po cichu po schodach, żeby nie obudzić sióstr. Mamy już od dawna nie było w domu. Weszłam do przedpokoju, gdzie wczoraj w pośpiechu pozostawiłam szczotkę do włosów.
MUSIAŁA UPAŚĆ! Oczywiście właśnie wtedy w progu stanęła Margaret-moja starsza siostra.
-Dokąd to się wybierasz tak wcześnie rano?!-ten jej piskliwy głos, kiedy jest niewyspana doprowadzał mnie do szału.
Przewróciłam oczami i odruchowo zerknęłam na zegar ścienny wiszący nad głową Maggie.
-Wstałam tylko po szczotkę...-starałam się zachować spokój. Nic nie może zepsuć mi tego dnia!
-Aha...-Rita skrzyżowała ręce na piersiach-czemu o wpół do piątej?!
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Zawsze, kiedy Margaret się denerwowała, na czole pulsowała jej żyłka, co bardzo mnie bawiło. Była ode mnie zaledwie 2 lata starsza, a już myślała, że może rządzić wszystkim i wszystkimi.
-Ehh...-rzuciłam lekceważąco i machnęłam ręką, po czym pobiegłam na górę do sypialni, aby poczesać włosy.
Lubiłam je bardzo. Były u góty proste, a coraz bardziej ku dołowi stawały się kręcone. Na czubku głowy były ciemno-brązowe, wręcz czarne, jednak na dole przechodziły z kasztana, do bursztynu, do jasnego rudego. Włosy...to chyba jedyna rzecz, na którą spoglądałam z akceptacją patrząc w lustro...
Od jakiegoś czasu...tnę się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz